poniedziałek, 28 marca 2011

Pecunia non olet!


Mi petunia nie śmierdzi. A chciałabym, o matko, jakbym chciała żeby śmierdziała!
Jakkolwiek nie starałabym się zasadzić to cholerstwo w swoim odchudzonym portfelu, zawsze wyschnie...ZAWSZE!..
Widać podłoże słabe jakieś... gleba za kwaśna chyba!
Cóż, do pernamentnego stanu braku petunii już się przyzwyczaiłam- właściwie przyzwyczaić się musiałam, w końcu jestem po humanistyce, nie?!
Zbyt prostą byłaby jednak dla mojego umysłu nihiliczna radość z akceptacji świata i osiągnięcie stanu spokoju...Ooooł NIC Z TYCH RZECZY! Mój umysł jest umysłem kobiety! Jak tylko przywyknie do pewnego stanu rzeczy, jak do wspomnianego wiecznego upośledzenia finansowego, stara się znaleźć tryliony powodów, żeby je roztrząsać na wszystkie możliwe sposoby, aby tylko nie stwierdzić, że RZECZY MAJĄ SIĘ DOBRZE ! NIE bo NIE!
Jest to stan normalny w przypadku kobiet- nic groźnego. Podejrzewam, ze zjawisko to jest ogólnie znane, tym bardziej iż nasila się ono z pewną regularnością, w których to dniach można baczniej obserwować zaburzenia stanu psychiki owej.
A kobietą jestem z całą pewnością! Niepodważalnie świadczy o tym (niestety) obrzydliwie irytujący zwyczaj chichotania, kiedy to przystojny dziad znienacka oświadcza, iż jestem... piękna! No żal, trzcina i wodorosty... cóż :)))
Wracając do rzeczy- nie potrafię w słowniku znaleźć określenia na stan swojego umysłu. Przytoczę zatem obraz: dwa rozjuszone prosiaki walczące o koryto w zagrodzie pełnej gówna (excusez moi za dosłowność określenia). Tak to mniej więcej biją się w mojej głowie dwie wizjie: ja jako zaradna i zębata BARRAKUDA przemykająca rześko w oceanie pełnym groźnych sieci, waleni i rekinów- i ja, jako PŁAT ŚLEDZIOWY w słoiku z cebulą, pożeranym przez jakiegoś frajera przy biznesowej wódeczce...


a wszystko to przez to okropne, apokaliptyczne, molestujące mnie ostatnio pytanie: dlaczego zamiast z zaafirmowanych moją Inteligencją, Urodą i Czarem ust umięśnionego wysokiego księcia Wschodniego Patataju, zamiast słów: "KONI DAM CI PIĘĆ ZŁOTYCH, O PIĘKNA!" słyszę tylko rżenie ze średnio książęco- pachnących ust kolesia przy barze, macającego się po kieszeniach:


"NO,PIĘKNIE! KOPSNIESZ PI ĘĆ ZŁOTYCH "???

czwartek, 24 marca 2011

Quicquid Latine dictum sit, altum videtur

...najgorzej wymyślić to pierwsze zdanie, dzięki któremu czytelnik porzuci wszystkie bieżące obowiązki i z iskrą w oczach i podwyższonym ciśnieniem rzuci się w wir mojej kolejnej opowieści przypalając właśnie odgrzewane kotlety…

O DZIEWICTWIE BĘDZIE ZATEM!!!

Nie znam żadnego epileptyka osobiście (choć jakby tak z boku spojrzeć na to, co Mc John z Zatorza wyczynia na parkiecie po 6 piwach, możnaby właściwie zinterpretować to jako napad padaczki).
Ponoć intensywne kolory tak masakrują korę mózgową, że mogą wywoływać napady. Myślę, że właśnie dzięki takiemu uszkodzeniu, powstałym na skutek całodniowego gapienia się we wściekłożółty kolor ścian w moim miejscu pracy, została sprowokowana poniższa dysputa z moją ”współbiurniczką”.

O męskim dziewictwie wypowiadać się raczej nie warto. Ogólnie wiadomo, że nie jest to „coś co tygryski lubią najbardziej” a wizja piętnastosekundowego zbliżenia intymnego z roztrzęsionym młodzieńcem gniotącym niezręcznie cycek partnerki próbując zrobić cokolwiek by ta zapomniała o tym co właśnie się stało (bądź nie stało),  nie skłoniła nas do głębszego pochylenia się nad tematem.
Dziewictwo u kobiety jest tematem bardziej frapującym. By dokonać analizy zagadnienia zdefiniujmy kilka podstawowych pojęć:
Dziewica - panna nie znająca dotąd mężczyzny- a właściwie jego końcówki.
Jeśli dochodzi do rozdziewiczenia jednoczeście mężczyzny i kobiety, należy pojęcie rozszerzyć o dwie podkategorie dotyczące stricte zdarzenia zbliżenia:
PRE-dziewica- panna oczekująca na stratę dziewictwa;
POST- dziwica – on tak, ona dalej nie.
         Dysputa wtoczyła się na filozoficzno-logiczne pole: dlaczego bycie prawiczkiem jest be a bycie dziewicą jest cacy? Czy jest tak faktycznie? Dlaczego pani bez odbytego i potwierdzonego różnymi umiejętnościami „stażu” (właściwie jest jedynie leżącym nieruchomo obiektem z wybałuszonymi oczami) jest owiana mityczną woalą tajemniczości i „towarem” niezwykle poszukiwanym?
Dlaczego wizja spędzenia wieczności z 72. dziewicami (które ZAWSZE będą dziewicami !!!) przechadzającymi się wokół miliardów obleśnych, nieżywych, brodatych, napalonych dziadów, gwarantuje nigdy nie kończącą się, wieczną erekcję i skłania do rzeczy ekstremalnie idiotycznych, jak wysadzanie się w powietrze???
Otóż odpowiedź jest prosta- TEMPERATURA! Kobiety są ciepłe, mężczyźni są zimni!
Słowem wyjaśnienia: u kobiety wszystkie informacje z zewnątrz trafiają (u zdrowych osobników oczywiście) bezpośrednio do mózgu, gdyż zastaną rzeczywistość odbierają one w sposób ciepły, nie powodujący szoku termicznego dla kory mózgowej w momencie przesyłu danych. O płci przeciwnej czytamy już nawet w starożytnych pismach jako „zimnych draniach”. W tym przypadku część informacji, zanim trafi do mózgu, skierowana zostaje w okolice największego ukrwienia osobnika- krocza, w celu ogrzania, gdzie w wyniku zmian cieplnych ulega znacznej deformaji.

POWODZENIA W NIEBIE PANOWIE!
:)

piątek, 18 marca 2011

Pieśń o Bohunie

Dzień takisobie, jakich normalnie wiele jest w moim życiowym worze. Bodajże wtorek, może środa. Około godziny poteleekspresowej zostałam porażona (jako, że akurat jak pada deszcz odbiera mi tylko program TVP1) widokiem wyginającego się wśród megagejowskiej publiczności JEGO, odzianego w różową marynarę, śpiewającego z playbacku "Ra ra Rasputin, roszian lower sex maszin" w znanym programie kulturalno-oświatowo-muzycznym "Jaka to melodia". Niby do gejów nic nie mam, niby do metrosexualnych też nie- a niech sobie biegają po tych sklepach z welwetowymi szalikami, a niech im się puder łuszczy na twarzy, a niech im usta świecą wiśniowym błyszykiem… ALE ROBERTA Jot. NO PO PROSTU NIE DA RADY! Popchnięta przeogromną potrzebą naprostowania wizji prawdziwego mężczyzny wieku 21go, udałam się do dobrze znanego mojej Ławicy lokalu, wypełnionego oldskulową definicją testosteronu- wąsy, koszula w kratę, piwo.
Lokal raczej w szwach nie pękał o godzinie tak wczesnej, ale zawartość w mężczyzn zdecydowanie wystarczająca- oto za barem stoi przyjaciel mój wierny Zawisza a przy nim i jego towarzysz broni- Wąsaty Bohun.
O Bohunie i Zawiszy rzec można to, co Saracen rzecze o Karolu i druhu jego Oliwerze, że przytoczę:
"
„Cuduję się wielce! Karol sędziwy jest i biały; wedle mego sądu ma dwieście lat i więcej; przez tyle ziem przeszedł jako zdobywca, tyle wziął ciosów od ostrych i tęgich włóczni, tylu bogatych królów zabił i zwyciężył w bitwie, kiedyż mu się sprzykrzy wojować?” – „Nigdy – rzekł Ganelon – dopóki Roland będzie żył! Nie ma tak dzielnego jak on aż do samego Wschodu. I jego druh, Oliwier, waleczny jest bardzo. A dwunastu parów, których Karol tak miłuje, tworzy jego przednią straż z dwudziestoma tysiącami Francuzów. Karol jest bezpieczny, nie boi się nikogo na ziemi!”

Słowo do słowa, chmiel do chmielu i oto Bohun złamany sentymentem zaczyna snuć opowieść o milości:
… Jak to on na rumaku do PKP wiózł ją po górach i dolinach, łzami zalaną w noc jakąś istotną, noworoczną chyba. Jak to ona z sercem niewieściem złamanem przez jakiegos okrutnika, co całować jej nie chciał a ona chciała, ukojenia w jego silnych ramionach szukała. Jak to on pocieszał i chwalił dziewicę ową za czułość jej nieziemską, odwagę i pasyję, którą okazała jego bohaterskiej osobie rozpalając w nim nieziemską miłość inne hucie… ACH! A on po latach odszukać jej pragnął, gdyż oddaliła się ona ów pociągiem w dal a potem za ocean i słuch po niej zaginął…
I ZNALAZŁ! Po latach! W AUSTRALII! Chłopak mało jajka nie zniósł z radości, bo dziewczyna dała mu się poznać ze strony… każdej, rzec by można, i wcale o cnotliwym zachowaniu niepamiętała przy boku Bohuna będąc, co trzeba podkreślić! Bohun to człowiek renesansu, w każdej życiowej dziedzinie się odnajdzie, każdej. W swoim długim już życiu zawodowym nie było chyba dziedziny, o którą by się nie otarł- taki trochę alchemik akrobata.
Znany z tego, iż prowadził specyficzną działalność, w której ponoć całkiem był obeznany i profesjonalny, związaną między innymi ze sprzedażą elektrycznych urządzeń wspomagających odczuwanie miłosnych uniesień, spytany przez zaciekawioną Australijkę o tok jego życiowych dziejów, na życzenie koleżanki pochwalił się swoim biznesem. I oto nastąpił prawdziwy pocałunek KSIĘŻNICZKI I ŻABY- z tym, że księżniczka zamieniła się w ropuchę!
Jak grom z jasnego nieba na Bohuna spadł niewieći miecz (ach jakże bardzo głęboko zatajonej i ukrytej przed światem) cotliwej sprawiedliwości, rozpoławiając jego serce słowami: "no wiesz, nie możemy już dłużej ze sobą rozmawiać, bo tu u nas w Australii takie zachowania są bardzo niestosowne"…
Cóż…
Patrząc na przepełnione zadumą i tęsknotą za kobiecymi wzgórkami Bohunie oko, zza baru wyskoczył Zawisza z pocieszającym kuflem piwa z iście rycerskim toastem:

A NIECH JĄ KOALA DRAPIE!!!

wtorek, 15 marca 2011

Słowem wstępu w ustępie

Inter arma silent Musae, ale zaprawdę powiadam Wam: IN VINO VERITAS!!!

Odczuwając lekkie pobudzenie spowodowane ...nazwijmy to "naganą słowną" moich najwierniejszych i nielicznych już wcześniejszych czytelników, spowodowane wewnętrzną wojną z estrogenem, powodującą impotencję pisarską- Powracam JA, Barrakuda, teraz już Na Zimno!

Jak każda świnia, Samiec Alfa zginął dla mnie naturalną śmiercią od obucha, zatem zapragnęłam zakończyć żywoty świętych (z niemałym sentymentem nie ukrywam), zapisywanych w amoku niedowierzań nad kolejnymi objawieniami ułomności męskiej natury na rudabarrakuda.blox.pl i rozpocząć, proszę ja Was, kolejną przygodę bloggerską, opiewając cuda i dziwy (zwłaszcza dziwy) otaczającej nas życiowej zupy, w której jak w barszczu ukraińskim, im dłużej się mieszasz, tym więcej na wierzch wypływa buraków!

Bon Appétit!