piątek, 18 marca 2011

Pieśń o Bohunie

Dzień takisobie, jakich normalnie wiele jest w moim życiowym worze. Bodajże wtorek, może środa. Około godziny poteleekspresowej zostałam porażona (jako, że akurat jak pada deszcz odbiera mi tylko program TVP1) widokiem wyginającego się wśród megagejowskiej publiczności JEGO, odzianego w różową marynarę, śpiewającego z playbacku "Ra ra Rasputin, roszian lower sex maszin" w znanym programie kulturalno-oświatowo-muzycznym "Jaka to melodia". Niby do gejów nic nie mam, niby do metrosexualnych też nie- a niech sobie biegają po tych sklepach z welwetowymi szalikami, a niech im się puder łuszczy na twarzy, a niech im usta świecą wiśniowym błyszykiem… ALE ROBERTA Jot. NO PO PROSTU NIE DA RADY! Popchnięta przeogromną potrzebą naprostowania wizji prawdziwego mężczyzny wieku 21go, udałam się do dobrze znanego mojej Ławicy lokalu, wypełnionego oldskulową definicją testosteronu- wąsy, koszula w kratę, piwo.
Lokal raczej w szwach nie pękał o godzinie tak wczesnej, ale zawartość w mężczyzn zdecydowanie wystarczająca- oto za barem stoi przyjaciel mój wierny Zawisza a przy nim i jego towarzysz broni- Wąsaty Bohun.
O Bohunie i Zawiszy rzec można to, co Saracen rzecze o Karolu i druhu jego Oliwerze, że przytoczę:
"
„Cuduję się wielce! Karol sędziwy jest i biały; wedle mego sądu ma dwieście lat i więcej; przez tyle ziem przeszedł jako zdobywca, tyle wziął ciosów od ostrych i tęgich włóczni, tylu bogatych królów zabił i zwyciężył w bitwie, kiedyż mu się sprzykrzy wojować?” – „Nigdy – rzekł Ganelon – dopóki Roland będzie żył! Nie ma tak dzielnego jak on aż do samego Wschodu. I jego druh, Oliwier, waleczny jest bardzo. A dwunastu parów, których Karol tak miłuje, tworzy jego przednią straż z dwudziestoma tysiącami Francuzów. Karol jest bezpieczny, nie boi się nikogo na ziemi!”

Słowo do słowa, chmiel do chmielu i oto Bohun złamany sentymentem zaczyna snuć opowieść o milości:
… Jak to on na rumaku do PKP wiózł ją po górach i dolinach, łzami zalaną w noc jakąś istotną, noworoczną chyba. Jak to ona z sercem niewieściem złamanem przez jakiegos okrutnika, co całować jej nie chciał a ona chciała, ukojenia w jego silnych ramionach szukała. Jak to on pocieszał i chwalił dziewicę ową za czułość jej nieziemską, odwagę i pasyję, którą okazała jego bohaterskiej osobie rozpalając w nim nieziemską miłość inne hucie… ACH! A on po latach odszukać jej pragnął, gdyż oddaliła się ona ów pociągiem w dal a potem za ocean i słuch po niej zaginął…
I ZNALAZŁ! Po latach! W AUSTRALII! Chłopak mało jajka nie zniósł z radości, bo dziewczyna dała mu się poznać ze strony… każdej, rzec by można, i wcale o cnotliwym zachowaniu niepamiętała przy boku Bohuna będąc, co trzeba podkreślić! Bohun to człowiek renesansu, w każdej życiowej dziedzinie się odnajdzie, każdej. W swoim długim już życiu zawodowym nie było chyba dziedziny, o którą by się nie otarł- taki trochę alchemik akrobata.
Znany z tego, iż prowadził specyficzną działalność, w której ponoć całkiem był obeznany i profesjonalny, związaną między innymi ze sprzedażą elektrycznych urządzeń wspomagających odczuwanie miłosnych uniesień, spytany przez zaciekawioną Australijkę o tok jego życiowych dziejów, na życzenie koleżanki pochwalił się swoim biznesem. I oto nastąpił prawdziwy pocałunek KSIĘŻNICZKI I ŻABY- z tym, że księżniczka zamieniła się w ropuchę!
Jak grom z jasnego nieba na Bohuna spadł niewieći miecz (ach jakże bardzo głęboko zatajonej i ukrytej przed światem) cotliwej sprawiedliwości, rozpoławiając jego serce słowami: "no wiesz, nie możemy już dłużej ze sobą rozmawiać, bo tu u nas w Australii takie zachowania są bardzo niestosowne"…
Cóż…
Patrząc na przepełnione zadumą i tęsknotą za kobiecymi wzgórkami Bohunie oko, zza baru wyskoczył Zawisza z pocieszającym kuflem piwa z iście rycerskim toastem:

A NIECH JĄ KOALA DRAPIE!!!

1 komentarz: