wtorek, 28 czerwca 2011

TO UKRYTA MOC!

- Na specjalne życzenie Donny :)

O zjawisku załamania czasoprzestrzennego i czarnych dziur mało się mówi. Niby że mit, że spisek, że Watykan zaprzecza... ale umówmy się! FAKTY MÓWIĄ SAME ZA SIEBIE!

Piątek wieczór. Zmierzając na wieczorne nabożeństwo, spotykam po drodze kilku zaprzyjaźnionych reprezentantów tzw. starszej młodzieży lokalnej w ilości pięciu. Zmierzają właśnie wieczorową porą w stronę staromiejskiej kawiarni w celu konwersowania o zdumiewającej erudycji francuskich literatów nurtu romantycznego XIX wieku przy konsumpcji maślanej babeczki z lekko słodzonym caffee o'le.  Moja krótka ocena organoleptyczna (wzrokowo-dotykowo-zapachowa) pozwala określić owych mianem pachnących, schludnych, jędrnych i uczesanych. Po krótkiej wymianie cennych uwag na temat rosnącej inflacji w lokalnych kawiarniach i wybraniu optymalnego miejsca spatkania, grupka z ochoczym tupotem i błyskiem nadzieji w oku, oddala się w wybraną stronę- ja na całonocne nabożeństwo.

...Piątek noc... brak definicji!

...Sobota... Telefon 1...
      - hallo...
      - ...sapanie i pojękiwanie na przemian z nerwowym śmiechem...
      - hallo Johnu to Ty? Wszystko w porządku? Masz zawał? Ktoś Cię bije?
      -haAAaAaallooo... tak, tak...Tu John... wszystko ok...chyba... a właściwie to NIE, NIE JEST W PORZĄDKU!!!  CO SIĘ STAŁO???  
      - spokojnie Johnu! Przecież wczoraj Cię widziałam, bluzkę miałeś w paski, perfum łagodnie cytrusowy, włos na zaczes!
       - Coś się stało... szliśmy...było pięknie... literatura, poezja, tańce, kawa... a potem nic, tylko ta CIEMNOŚĆ.. i BÓL...PRAGNIENIE... ach cóż to, cóż??? ...Reszta... czy Oni żyją? Czy pamiętają?  Ratuj! Sanczo, Pansa, Donna, Ala C.... Dzwoniłem, nikt nie odbiera....
        - Spokojnie! dzwonię do Donny!

...Telefon 2... 

-hallo... Donna?
- hallo....kto mówi? Lucyna??? Dzięki Bogu! Ty żyjesz! Co się stało? Pamiętam tylko Ciebie a potem ta CIEMNOŚĆ... BÓL i PRAGNIENIE...

W tym momencie ogarnęła mnie trwoga! Wiedziałam od razu! Mam do czynienia z Czarną Dziurą! W końcu oglądałam o tym na Discovery, nie na żadnym jakimś Polsacie! Musi jednak być jeszcze jeden świadek, który potwierdzi moją teorię! Nie czekając na kolejny telefon udałam się osobiście do Ali C. ... to, co zobaczyłam w jej pół przytomnych oczętach, odcisnęło bolesne znamie na mojej psychice i nigdy nie zostanie już zmazane.... i ona pamięta tylko CIEMNOŚĆ! Ból przeszywał jej skronie tak silnie, iż pulsująca na jej czole żyła zaczęła żyć własnym życiem wyskakując co kilka sekund w innym miejscu głowy a jej żołądek w nieznanym starożytnym dialekcie nawiązywał komunikację poprzez wypychaną treść z plastikową miską stojącą nieopodal przyszłej denatki.

Reszta załogi zaginęła. Nikt nie wie co się z nimi stało do dnia dzisiejszego. Słyszałam, że Pansa odzyskała  przytomność dopiero po dwóch dniach na drugim końcu kraju... ale Sancho...

Ktokolwiek słyszał, ktokolwiek wie- proszę o kontakt- Barrakuda

Nie lekceważmy problemu Czarnej Dziury! To może spotkać i Ciebie!!!

piątek, 6 maja 2011

Sprzedam oponę do Koła Fortuny, tanio!

"Fortuna toczy się kołem, pod kołem to pojąłem". Jan Sztaudynger

To by wyjasniało dlaczego ludzie mają przedziałek w tyłku…

Właśnie solidna bryła mojego własnego koła wjechała mi wczoraj w sam zadni środek, wywołując tym samym falę sprzeciwów i fochów różnego natężenia i barwy z mojej strony.
W teleekspresowym skrócie- dziad dziadem zostanie a baba dziadem sobie sama być musi.
Moja Fortuna toczy się na ekspresowej wielopasmówce, obok innych podobnych figur geometrycznych. Po mojej lewej stronie pomyka Trójkąt Berdzmudzki Pięknej Donny, który wciąga ją w każdą jedną, najmniejszą padakę. Jeżeli jest choćby blady zarys możliwości, nikłe prawdopodobieństwo tego, że na drodze Donny znajdzie się gówno, Tajemnicza Moc jej Trójkąta sprawi, że w to gówno Donna wdepnie, nawet jeśli jest to gówno śledzia, dryfujące sobie spokojnie w morskich odmętach Bałtyku a ona właśnie znajduje się w samym sercy Sahary zasypana siedemdziesięcioma czterema tonami piachu. Tu wartoby wspomnieć chociażby historię z obcego landu, jak oto ona- nieśpetna, samotna blondyna w środku nocy kupuje piwo w zapyziałej i zapomnianej przez świat knajpie pełnej starych Arabów, i jednego onego śniadoskórego sprzedawcę pałającego doń chucią tak ogromną, iż otruć ją chiał z miłości i porwać w komnaty swego pałacu szepcząc jej ciągle słodko: „Lowe, Lowe, Lowe”…
Po prawej stronie mojego koła, nikt inny jak tylko Mc John zasiada w swoim Kwadratowym Wehikule Fortuny. U Johna rzeczy najbardziej banalne potrafią potoczyć się takimi torami, że Fortuna Mc Johna kołem być nie może…po prostu brak odpowiednio skomplikowanego wzoru matematycznego na określenie trajektorni lotu jego przypadków zmienia koło w kwadrat. Czynność tak pozornie nieskomplikowana, jak przejście z jednej strony ulicy na drugą, zaowocować może tu szeregiem niecodziennych sytuacji, jak powiedzmy... reanimowanie na przejściu dla pieszych właśnie zbiegłej z wędrownego cyrku tresowanej żyrafy, potrąconej przez służowy samochód Króla Norwegii, właśnie przyjeżdżającego do naszego kraju na oficjalne odsłonięcie pomika na cześć Skandynawskiego Łososia na Warmii!
Moja figura to klasyczne, nieludzko regularne ∏r i choć tak przewidywalne, to jednak nigdy nie wiem czy to już r czy jeszcze mam wszystko w !?!

poniedziałek, 28 marca 2011

Pecunia non olet!


Mi petunia nie śmierdzi. A chciałabym, o matko, jakbym chciała żeby śmierdziała!
Jakkolwiek nie starałabym się zasadzić to cholerstwo w swoim odchudzonym portfelu, zawsze wyschnie...ZAWSZE!..
Widać podłoże słabe jakieś... gleba za kwaśna chyba!
Cóż, do pernamentnego stanu braku petunii już się przyzwyczaiłam- właściwie przyzwyczaić się musiałam, w końcu jestem po humanistyce, nie?!
Zbyt prostą byłaby jednak dla mojego umysłu nihiliczna radość z akceptacji świata i osiągnięcie stanu spokoju...Ooooł NIC Z TYCH RZECZY! Mój umysł jest umysłem kobiety! Jak tylko przywyknie do pewnego stanu rzeczy, jak do wspomnianego wiecznego upośledzenia finansowego, stara się znaleźć tryliony powodów, żeby je roztrząsać na wszystkie możliwe sposoby, aby tylko nie stwierdzić, że RZECZY MAJĄ SIĘ DOBRZE ! NIE bo NIE!
Jest to stan normalny w przypadku kobiet- nic groźnego. Podejrzewam, ze zjawisko to jest ogólnie znane, tym bardziej iż nasila się ono z pewną regularnością, w których to dniach można baczniej obserwować zaburzenia stanu psychiki owej.
A kobietą jestem z całą pewnością! Niepodważalnie świadczy o tym (niestety) obrzydliwie irytujący zwyczaj chichotania, kiedy to przystojny dziad znienacka oświadcza, iż jestem... piękna! No żal, trzcina i wodorosty... cóż :)))
Wracając do rzeczy- nie potrafię w słowniku znaleźć określenia na stan swojego umysłu. Przytoczę zatem obraz: dwa rozjuszone prosiaki walczące o koryto w zagrodzie pełnej gówna (excusez moi za dosłowność określenia). Tak to mniej więcej biją się w mojej głowie dwie wizjie: ja jako zaradna i zębata BARRAKUDA przemykająca rześko w oceanie pełnym groźnych sieci, waleni i rekinów- i ja, jako PŁAT ŚLEDZIOWY w słoiku z cebulą, pożeranym przez jakiegoś frajera przy biznesowej wódeczce...


a wszystko to przez to okropne, apokaliptyczne, molestujące mnie ostatnio pytanie: dlaczego zamiast z zaafirmowanych moją Inteligencją, Urodą i Czarem ust umięśnionego wysokiego księcia Wschodniego Patataju, zamiast słów: "KONI DAM CI PIĘĆ ZŁOTYCH, O PIĘKNA!" słyszę tylko rżenie ze średnio książęco- pachnących ust kolesia przy barze, macającego się po kieszeniach:


"NO,PIĘKNIE! KOPSNIESZ PI ĘĆ ZŁOTYCH "???

czwartek, 24 marca 2011

Quicquid Latine dictum sit, altum videtur

...najgorzej wymyślić to pierwsze zdanie, dzięki któremu czytelnik porzuci wszystkie bieżące obowiązki i z iskrą w oczach i podwyższonym ciśnieniem rzuci się w wir mojej kolejnej opowieści przypalając właśnie odgrzewane kotlety…

O DZIEWICTWIE BĘDZIE ZATEM!!!

Nie znam żadnego epileptyka osobiście (choć jakby tak z boku spojrzeć na to, co Mc John z Zatorza wyczynia na parkiecie po 6 piwach, możnaby właściwie zinterpretować to jako napad padaczki).
Ponoć intensywne kolory tak masakrują korę mózgową, że mogą wywoływać napady. Myślę, że właśnie dzięki takiemu uszkodzeniu, powstałym na skutek całodniowego gapienia się we wściekłożółty kolor ścian w moim miejscu pracy, została sprowokowana poniższa dysputa z moją ”współbiurniczką”.

O męskim dziewictwie wypowiadać się raczej nie warto. Ogólnie wiadomo, że nie jest to „coś co tygryski lubią najbardziej” a wizja piętnastosekundowego zbliżenia intymnego z roztrzęsionym młodzieńcem gniotącym niezręcznie cycek partnerki próbując zrobić cokolwiek by ta zapomniała o tym co właśnie się stało (bądź nie stało),  nie skłoniła nas do głębszego pochylenia się nad tematem.
Dziewictwo u kobiety jest tematem bardziej frapującym. By dokonać analizy zagadnienia zdefiniujmy kilka podstawowych pojęć:
Dziewica - panna nie znająca dotąd mężczyzny- a właściwie jego końcówki.
Jeśli dochodzi do rozdziewiczenia jednoczeście mężczyzny i kobiety, należy pojęcie rozszerzyć o dwie podkategorie dotyczące stricte zdarzenia zbliżenia:
PRE-dziewica- panna oczekująca na stratę dziewictwa;
POST- dziwica – on tak, ona dalej nie.
         Dysputa wtoczyła się na filozoficzno-logiczne pole: dlaczego bycie prawiczkiem jest be a bycie dziewicą jest cacy? Czy jest tak faktycznie? Dlaczego pani bez odbytego i potwierdzonego różnymi umiejętnościami „stażu” (właściwie jest jedynie leżącym nieruchomo obiektem z wybałuszonymi oczami) jest owiana mityczną woalą tajemniczości i „towarem” niezwykle poszukiwanym?
Dlaczego wizja spędzenia wieczności z 72. dziewicami (które ZAWSZE będą dziewicami !!!) przechadzającymi się wokół miliardów obleśnych, nieżywych, brodatych, napalonych dziadów, gwarantuje nigdy nie kończącą się, wieczną erekcję i skłania do rzeczy ekstremalnie idiotycznych, jak wysadzanie się w powietrze???
Otóż odpowiedź jest prosta- TEMPERATURA! Kobiety są ciepłe, mężczyźni są zimni!
Słowem wyjaśnienia: u kobiety wszystkie informacje z zewnątrz trafiają (u zdrowych osobników oczywiście) bezpośrednio do mózgu, gdyż zastaną rzeczywistość odbierają one w sposób ciepły, nie powodujący szoku termicznego dla kory mózgowej w momencie przesyłu danych. O płci przeciwnej czytamy już nawet w starożytnych pismach jako „zimnych draniach”. W tym przypadku część informacji, zanim trafi do mózgu, skierowana zostaje w okolice największego ukrwienia osobnika- krocza, w celu ogrzania, gdzie w wyniku zmian cieplnych ulega znacznej deformaji.

POWODZENIA W NIEBIE PANOWIE!
:)

piątek, 18 marca 2011

Pieśń o Bohunie

Dzień takisobie, jakich normalnie wiele jest w moim życiowym worze. Bodajże wtorek, może środa. Około godziny poteleekspresowej zostałam porażona (jako, że akurat jak pada deszcz odbiera mi tylko program TVP1) widokiem wyginającego się wśród megagejowskiej publiczności JEGO, odzianego w różową marynarę, śpiewającego z playbacku "Ra ra Rasputin, roszian lower sex maszin" w znanym programie kulturalno-oświatowo-muzycznym "Jaka to melodia". Niby do gejów nic nie mam, niby do metrosexualnych też nie- a niech sobie biegają po tych sklepach z welwetowymi szalikami, a niech im się puder łuszczy na twarzy, a niech im usta świecą wiśniowym błyszykiem… ALE ROBERTA Jot. NO PO PROSTU NIE DA RADY! Popchnięta przeogromną potrzebą naprostowania wizji prawdziwego mężczyzny wieku 21go, udałam się do dobrze znanego mojej Ławicy lokalu, wypełnionego oldskulową definicją testosteronu- wąsy, koszula w kratę, piwo.
Lokal raczej w szwach nie pękał o godzinie tak wczesnej, ale zawartość w mężczyzn zdecydowanie wystarczająca- oto za barem stoi przyjaciel mój wierny Zawisza a przy nim i jego towarzysz broni- Wąsaty Bohun.
O Bohunie i Zawiszy rzec można to, co Saracen rzecze o Karolu i druhu jego Oliwerze, że przytoczę:
"
„Cuduję się wielce! Karol sędziwy jest i biały; wedle mego sądu ma dwieście lat i więcej; przez tyle ziem przeszedł jako zdobywca, tyle wziął ciosów od ostrych i tęgich włóczni, tylu bogatych królów zabił i zwyciężył w bitwie, kiedyż mu się sprzykrzy wojować?” – „Nigdy – rzekł Ganelon – dopóki Roland będzie żył! Nie ma tak dzielnego jak on aż do samego Wschodu. I jego druh, Oliwier, waleczny jest bardzo. A dwunastu parów, których Karol tak miłuje, tworzy jego przednią straż z dwudziestoma tysiącami Francuzów. Karol jest bezpieczny, nie boi się nikogo na ziemi!”

Słowo do słowa, chmiel do chmielu i oto Bohun złamany sentymentem zaczyna snuć opowieść o milości:
… Jak to on na rumaku do PKP wiózł ją po górach i dolinach, łzami zalaną w noc jakąś istotną, noworoczną chyba. Jak to ona z sercem niewieściem złamanem przez jakiegos okrutnika, co całować jej nie chciał a ona chciała, ukojenia w jego silnych ramionach szukała. Jak to on pocieszał i chwalił dziewicę ową za czułość jej nieziemską, odwagę i pasyję, którą okazała jego bohaterskiej osobie rozpalając w nim nieziemską miłość inne hucie… ACH! A on po latach odszukać jej pragnął, gdyż oddaliła się ona ów pociągiem w dal a potem za ocean i słuch po niej zaginął…
I ZNALAZŁ! Po latach! W AUSTRALII! Chłopak mało jajka nie zniósł z radości, bo dziewczyna dała mu się poznać ze strony… każdej, rzec by można, i wcale o cnotliwym zachowaniu niepamiętała przy boku Bohuna będąc, co trzeba podkreślić! Bohun to człowiek renesansu, w każdej życiowej dziedzinie się odnajdzie, każdej. W swoim długim już życiu zawodowym nie było chyba dziedziny, o którą by się nie otarł- taki trochę alchemik akrobata.
Znany z tego, iż prowadził specyficzną działalność, w której ponoć całkiem był obeznany i profesjonalny, związaną między innymi ze sprzedażą elektrycznych urządzeń wspomagających odczuwanie miłosnych uniesień, spytany przez zaciekawioną Australijkę o tok jego życiowych dziejów, na życzenie koleżanki pochwalił się swoim biznesem. I oto nastąpił prawdziwy pocałunek KSIĘŻNICZKI I ŻABY- z tym, że księżniczka zamieniła się w ropuchę!
Jak grom z jasnego nieba na Bohuna spadł niewieći miecz (ach jakże bardzo głęboko zatajonej i ukrytej przed światem) cotliwej sprawiedliwości, rozpoławiając jego serce słowami: "no wiesz, nie możemy już dłużej ze sobą rozmawiać, bo tu u nas w Australii takie zachowania są bardzo niestosowne"…
Cóż…
Patrząc na przepełnione zadumą i tęsknotą za kobiecymi wzgórkami Bohunie oko, zza baru wyskoczył Zawisza z pocieszającym kuflem piwa z iście rycerskim toastem:

A NIECH JĄ KOALA DRAPIE!!!

wtorek, 15 marca 2011

Słowem wstępu w ustępie

Inter arma silent Musae, ale zaprawdę powiadam Wam: IN VINO VERITAS!!!

Odczuwając lekkie pobudzenie spowodowane ...nazwijmy to "naganą słowną" moich najwierniejszych i nielicznych już wcześniejszych czytelników, spowodowane wewnętrzną wojną z estrogenem, powodującą impotencję pisarską- Powracam JA, Barrakuda, teraz już Na Zimno!

Jak każda świnia, Samiec Alfa zginął dla mnie naturalną śmiercią od obucha, zatem zapragnęłam zakończyć żywoty świętych (z niemałym sentymentem nie ukrywam), zapisywanych w amoku niedowierzań nad kolejnymi objawieniami ułomności męskiej natury na rudabarrakuda.blox.pl i rozpocząć, proszę ja Was, kolejną przygodę bloggerską, opiewając cuda i dziwy (zwłaszcza dziwy) otaczającej nas życiowej zupy, w której jak w barszczu ukraińskim, im dłużej się mieszasz, tym więcej na wierzch wypływa buraków!

Bon Appétit!